Prolog
14. 03. 1997
Otrzymałam misję w kraju Śniegu. Kiedy dotarliśmy na miejsce, strażnicy zaprowadzili mnie i mojego męża, Jiraiyię do sali tronowej. Weszliśmy do pomieszczenia i dostrzegłam bawiącą się Alię. Sala była ogromna, podłoga marmurowa, ściany w kolorze turkusowym a na suficie wisiał wielki kryształowy żyrandol. Podeszliśmy bliżej i skłoniliśmy się.
-Witaj droga Koyuki.-Powiedziałam z delikatnym uśmiechem na twarzy
-Witaj Tsunade. Dawno was u nas nie było. Alia się za tobą stęskniła.-Odparła Koyuki marszcząc brwi
-Wybacz. Misje zabierają sporo czasu i nie zawsze idzie się wyrwać. Jeszcze młoda zaczęła się buntować.-Rzekłam spokojnym głosem
-Przecież to była taka spokojna dziewczyna. Alia... podejdź do nas.-zawołała Koyuki zerkając w stronę córki.
Dziewczynka podbiegła do nas i od razu wtuliła się we mnie. Jakie to rozkoszne dziecko. Ostatni raz widziałam ją trzy lata temu gdy Zostałam jej matką chrzestną. Uklękłam przed nią, wtulając ją delikatnie do siebie.
-Wyrosłaś moja droga.-szepnęłam z uśmiechem na twarzy
-Ciocia Tsu! Tęskniłam!-krzyknęła uradowana Alia
-Ja też tęskniłam słoneczko. Leć pobawić się z wujkiem. -Powiedziałam, dostrzegając smutek na twarzy Koyuki. -Kochana wszystko dobrze? Nagle posmutniałaś.-zapytałam patrząc na nią
-Tsunade...obiecaj mi, że gdyby coś mi się stało...zabierzecie Alię ze sobą. Poza mną nie ma tu nikogo. Gdzieś ukrywa się moja siostra, ale ona jest jeszcze dzieciakiem. Nie nadaje się na jej opiekuna. Wy to co innego. Zna was.-Koyuki mówiła to z taką rozpaczą w głosie, że mocno ją do siebie wtuliłam.
-Obiecuje. Zadbamy o nią...będzie z nami bezpieczna. Tylko czemu myślisz, że coś ci grozi?-zapytałam patrząc w jej oczy
-Ojciec Alii i tego tu pod moim sercem odgraża mi się. Chciał, bym zabiła nasze nienarodzone dziecko! Dlatego wezwałam was, choć wiedziałam, że przebywacie razem na misji długoterminowej. Tylko wam ufam. Tylko wy możecie obronić moje dziecko. Nikt nie może wiedzieć, że Alia jest księżniczką. Udawajcie, że jest waszym dzieckiem. Nikt się nie z orientuje, że nią nie jest. Wasza córka też ma włosy bardziej jak twój dziadek niż wy.- powiedziała Koyuki w miarę spokojnie.
-Kim on jest? Czemu tak bardzo nie chce waszych dzieci? Zrobię wszystko by ją chronić. Tylko kim jest jej ojciec i czy wie, jak wygląda?-Zapytałam, biorąc głęboki wdech.
-Danzō... Shimura, nie wiedział o niej, do tamtego dnia jednak nigdy jej nie widział -Szepnęła cicho jednak usłyszałam to
-Członek Rady Liścia? Będę ją przed nim chronić.-Powiedziałam równie cicho nie chcąc by ktoś inny to słyszał
-Tak, to on. Tsunade musicie ją zabrać. Nie wiem kiedy nastąpi atak, a lepiej by jej tu nie było.-rzekła Koyuki i spojrzała zmartwiona na Alię
Nie było nam dane rozmawiać dalej, gdyż do sali wbiegło dwóch strażników.
-Pani...ktoś się tu wdarł i pokonał wszystkich strażników. Musisz uciekać. Zabierz księżniczkę i uciekajcie. -mówił jeden z nich
-Nigdzie nie idę. Tsunade chroń moją córkę. Nie przejmuj się mną. Ona jest ważniejsza!-krzyknęła Koyuki i podbiegła do córki tuląc ją mocno do siebie.
-Koyuki będziemy was obie chronić. Damy radę a jeśli nie to zabierzemy małą w bezpieczne miejsce. -Powiedziałam szykując się do ataku
Nie minęło dziesięciu minut jak do środka wpadło ośmiu shinobi. Łatwo nie było ich pokonać. Sześciu z nich pokonaliśmy jednak pozostała dwójka z łatwością zabili strażników chroniących Koyuki i Alię. Kobieta zasłoniła swoim ciałem swoją córkę. Dziewczynka zaczęła krzyczeć i płakać. Podbiegłam do niej sprawdzając co z Koyuki.
-Koyuki...trzymaj się. -Powiedziałam, próbując uleczyć jej obrażenia. Poczułam na swoim nadgarstku jej dłoń
-Zostaw. Ratuj Alię! Nie marnuj na mnie swojej czakry. Ratuj moją córkę!-krzyknęła Koyuki, po czym zamknęła swoje oczy
Odwróciłam się w stronę Alii i w ostatniej chwili Jiraiya odparł atak mężczyzny. Wzięłam dziewczynkę na ręce i mocno przytuliłam. Napastnicy uciekli gdy dostrzegli ciało Koyuki. Zabrałam dziewczynkę poza mury zamku. Czekałam tam na Jiraiyię, wciąż tuląc do siebie roztrzęsioną trzylatkę. Dopiero późnym wieczorem dołączył do nas
-Pochowałem wszystkie ciała. Biedne maleństwo, co teraz ?-zapytał Jiraiya patrząc na mnie
-Skarbie... obiecałam Koyuki, że zabierzemy ją do Konohy i będziemy udawać, że to nasze dziecko. Musimy ją chronić przed Danzō. Powiadomimy trzeciego o tym co tu zaszło. Musimy zadbać teraz o tę kruszynkę. Ma tylko nas dwoje. Jej ciotka ma ledwo szesnaście lat i ukrywa się!- Krzyknęłam wściekła, jednak szybko ściszyłam głos, nie chcąc zbudzić dziewczynki.
-Musimy ruszać dalej. Wezmę ją i będę ją niósł. Im szybciej dotrzemy, tym lepiej. Właśnie a gdzie ten Kakashi? Miał tu być jakąś godzinę temu. -powiedział Jiraiya, biorąc na ręce śpiącą Alię, która tylko wtuliła się w niego.
-Właśnie biegnie. -Powiedziałam, zbierając wszystkie rzeczy do plecaka.
Kakashi przybiegł do nas i widząc w ramionach Jiraiyi spojrzał na nas pytająco.
-Obiecaj, że po tym co usłyszysz, nikomu nic nie powiesz. Jedynie trzeci usłyszy to co ty. -zaczęłam, patrząc na Kakashiego, a kiedy on kiwnął głową, uśmiechnęłam się.-Zatem to jest Alia Kazahana, córka Koyuki. Danzō wynajął kilku najemników, by zabić je obie. Nie udało nam się uratować kobiety, ale obiecałam, że zabiorę dziewczynkę do Konohy i będę ją chronić. W wiosce będzie przedstawiona jako nasza córka. Jedynie ty i Hiruzen będziecie znać o niej prawdę. Musimy ją chronić, przed jej ojcem, co będzie łatwe, gdyż nigdy jej nie widział.
-Tsunade obiecuję, że będę chronił tą małą. Moja drużyna również. Będą myśleć, że chronią córkę dwójki Saninów. -szepnął Kakashi, przyglądając się śpiącej Alii.-Można powiedzieć, że w pierwszej chwili pomyślałem, że faktycznie to wasza córka.
We czworo ruszyliśmy w drogę powrotną do Konohy. Musiałam zrobić wszystko, by ta mała istota w ramionach Jiraiyi była bezpieczna. Kiedyś będę musiała wyjawić jej prawdę o tym kim jest i co się stało, jednak teraz chciałam zapewnić jej bezpieczne dzieciństwo.
Komentarze
Prześlij komentarz