Rozdział IV
9. 03. 2010
Dziś obchodziłam swoje szesnaste urodziny. Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu to szybki prysznic. Ubrałam się w wygodną sukienkę i pobiegłam do kuchni witając się z rodzicami
-Dzień dobry córeczko. Usiądź...musimy porozmawiać.-powiedziała moja matka spokojnym głosem. Usiadłam na krześle czekając na to co powie
-Skarbie...dla nas zawsze będziesz córką, jednak kto inny jest twoimi rodzicami. Obiecaliśmy twojej matce chronić cię. Jesteś Alia Kazachana, córka Koyuki. Jesteś ostatnią księżniczką Śniegu. Urodziłaś się w Yukigakure.
Słowa mojej matki sprawiły, że czułam się oszukana. Nie dałam im nic więcej powiedzieć, bo wybiegłam z domu. Czułam się fatalnie. Czy ten dzień może być gorszy? Jak się okazało...mógł. Biegnąc, wpadłam na dwóch mężczyzn w maskach. Złapali mnie i mimo moich prób nie dałam rady się uwolnić.
-Puszczajcie mnie!
-Siedź cicho! Szef będzie zadowolony z wykonanej misji.-powiedział jeden z napastników. Byłam przerażona jak nigdy. Szarpałam się, jednak nagle poczułam uderzenie i ciemność przed oczami.
Obudziłam się z silnym bólem głowy. Rozejrzałam się dookoła i nie mogłam rozpoznać otoczenia. Byłam w ciemnym i zimnym pomieszczeniu. Nagle drzwi się otwierają, a do środka wchodzi starszy mężczyzna. Dobrze wiedziałam, kim był. To jedno zdążyłam usłyszeć od rodziców, nim wybiegłam.
-Czas samemu zająć się wykonaniem zadania, które nie zostało dobrze wykonane. Pożegnaj się z życiem bękarcie.-powiedział Danzo. Czułam do niego jedynie złość. Miałam nadzieję, że zanim cokolwiek mi zrobi moi rodzice i przyjaciele mnie odnajdą. Że zdążą mnie uratować w szczególności mężczyzna, który zwrócił mi w głowie.
-Moja rodzina i przyjaciele uratują mnie! Nie ujdzie ci to na sucho! Dopadną cię i zapłacisz za wszystkie swoje grzechy.!-krzyknęłam, nie patrząc na niego. Szybko złapał moją szyję, przez co nie mogłam złapać tchu.
-Nikt cię nie uratuje! Nie jesteś aż taka dla nich ważna. Umrzesz w samotności. Nikt cię nie znajdzie, a jeśli już to znajdą cię martwą zdala od tego miejsca.
Kiedy wyszedł z pomieszczenia, odetchnęłam z ulgą. Zastanawiałam się, czy ktokolwiek zmartwi się moim zniknięciem. Tak bardzo bałam się, że nigdy więcej ich nie zobaczę. Pozostało mi tylko czekanie i wiara w to, że będą mnie szukać i zdążą mnie uratować.
*Itachi*
Coraz bardziej upewniałem się w tym, że czuję coś do Alii. Była ode mnie sporo młodsza, ale tylko przy niej moje serce bije jak szalone. Chciałem jej podarować naszyjnik z zawieszką w kształcie znaku mojego klanu. Był już wieczór, więc ruszyłem w kierunku posiadłości rodziny Alii. Kiedy dotarłem do domu Tsunade i Jiraiyi dostrzegłem ich niepokój.
-Wszystko dobrze?
-Nic nie jest dobrze. Alia zniknęła. Nie wiemy, gdzie ona jest. Nikt nic nie widział. Mogliśmy jej wcześniej wyjawić prawdę. Teraz ważniejsze by się odnalazła.-powiedziała zrozpaczona Tsunade. Nagle do środka wbiega Naruto w towarzystwie Sai'a.
-Mam wieści. Alia została porwana! Jakichś dwóch typów ją ogłuszyło i porwali. Macie pomysł kto może za tym stać?
-Danzo...jej...ojciec. Jak dowiedział się, że ukrywała się u nas. Koyuki...wybacz. -powiedziała Tsunade wtulając się w swojego męża
-Danzo? Ktoś mi wyjaśni, o co tu chodzi?
-Alia jest córką Koyuki i Danzo. Obiecałam ją chronić przed nim. Musimy ją uratować, nim ją zabije. Nie dopadł jej trzynaście lat temu, to zrobi to teraz. Nie mamy zbyt wiele czasu.
Słysząc jej odpowiedź chciałem jedynie dorwać Danzo i uratować Alię. Nie pozwolę, by cokolwiek się jej stało. Wraz z Naruto, Sasuke, Sakura, Sai'em i państwem Senju ruszyłem szukać dziewczyny. Tak strasznie się bałem, że nigdy więcej jej nie zobaczę, że nigdy nie usłyszę jej głosu.
Po dotarciu do kryjówki Danzo rozdzieliliśmy się. W towarzystwie Naruto, Sakury i mojego brata sprawdzaliśmy część pomieszczeń. Został nam ostatni pokój do sprawdzenia. Kiedy tylko wszedłem do środka, byłem załamany. Spóźniłem się. Nie udało mi się jej ocalić. Szybko sprawdziłem jej puls. Był słabo wyczuwalny. Miała sporą ranę na brzuchu.
-Sakura uratuj ją. Nie może umrzeć. Zależy mi na niej
-Zrobię... co będę mogła. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. -powiedziała Sakura, a ja patrzyłem, jak stara się wyleczyć ranę. Dopiero gdy udało się wziąłem Alię na ręce zabierając ją do domu. Po drodze dołączyła do nas reszta. Słysząc, że Danzo zginął, odetchnąłem z ulgą. Zaniosłem dziewczynę do jej pokoju, nie odchodząc od niej na krok. Czekałem, aż się obudzi. Chciałem wyznać jej to, co czuję, nawet jeśli mnie odrzuci to nic. Jednak mam nadzieję, że odwzajemnia to, co ja czuję.
Aut.dodaje zaległe rozdziały :)
Komentarze
Prześlij komentarz